Usiadła na skraju łóżka i tępo wpatrywała się w członka rodziny, który stał na przeciwko niej, ale w dużej odległości. Mężczyzna był dobrze zbudowany, lecz jego włosy pokrywały siwiejące pasma. Siostrzenica sięgała mu do połowy szyi, więc zawsze musiał spuszczać głowę na dół, by mógł złapać z nią kontakt wzrokowy.
- Rivi, chcę dla ciebie jak najlepiej, wiesz o tym- powiedział, robiąc krok w jej stronę.
- Wiem, ale wolałabym tutaj się uczyć. Do tej pory chodziłam z tobą do wojska i było wszystko okej.
- Kontakt z rówieśnikami dobrze ci zrobi. Poza tym sama mówiłaś, że chcesz się przysłużyć dla ojczyzny, czyż nie?- uśmiechnął się.
Usiadł obok dziewczyny i złapał jej drżącą rękę. Brązowooka wypuściła powietrze i zaciskając wargi spojrzała na swojego opiekuna.
- Avaleira to najlepsza akademia jaka kiedykolwiek była- stwierdził poważnym tonem.
- I jedyna- docięła Rivi.
- Oni ci pomogą. Będziesz umiała więcej rzeczy, zawrzesz znajomości.
Dziewczyna skrzyżowała ręce.
- Zawsze mówiłeś, że to osłabia człowieka. Że w tych czasach jak te, miłość nie wzmacnia, a zabija.
Oczy dziewczyny zaszkliły się, ale po chwili wróciły do swojego normalnego wyglądu. Xavier nie wiedział co ma odpowiedzieć. Owszem mówił tak, dlatego, że sam tego doznał i mimo nalegania innych stał się wrakiem człowieka.
- Zawsze musisz mnie łapać za słowo?- spytał, zabierając kosmyk włosów z jej policzka.
- Przepraszam, ja po prostu... Nie chcę być otoczona przez zadufanych w sobie wielkich wojowników- zakpiła, odwracając głowę w stronę otwartych drzwi.
- Nawet jeśli są w sobie zadufani, to pomimo tego tworzą coś przeciwko systemowi- tłumaczył- I byłbym bardzo dumny gdybyś do nich dołączyła.
Nastała cisza. Rivi zaczęła intensywnie myśleć. Jeśli wyjedzie- wszystko się zmieni. Najbardziej dokuczała jej myśl, że jej nikt nie polubi i będzie musiała działać sama. Jednak po chwili zatrzymała swój wzrok na twarzy wuja. Bardzo chciał, by pokazała swoje siły w takim wspaniałym miejscu jak Avaleira niż żeby umarła w nic nieznaczącym mieście.
- Trochę się boję- oznajmiła
- Zawsze się trochę boisz.- Na twarzy opiekuna ujawnił się uśmiech i starł z policzka siostrzenicy łzę.
______________________
Cisza zaglądała w każdy zakamarek podziemnego metra. Ogłuszała wszystkich swoją obecnością i nie robiła sobie z tego nic. Jej satysfakcja rosła, widząc strach w oczach ludzi. Jednak teraz, była tylko jedna, żyjąca istotka w tym środku lokomocji. Dziewczyna o brązowych, prostych włosach siedziała na jednym z miejsc, spoglądając na krajobraz za oknem. Niestety, była to tylko ciemność- stały bywalec podziemi.
Rivi spojrzała na białą kopertę, którą trzymała w ręce. Wujek Xavier dał jej to, lecz ostrzegł, że może ją otworzyć dopiero po wygranej z Vegnerem, bo wtedy będzie najbezpieczniej.
Czyli nigdy, pomyślała Rivi, nie mogąc się oprzeć.
'Otworzyć?'
'Może lepiej nie?'
Postanowiła ją jednak otworzyć, lecz jej plan został obalony przez metro, ponieważ dotarła na miejsce. Schowała szybko kopertę do pierwszej kieszeni torby i wyszła przez wysunięte drzwi. Rozejrzała się w każdą stronę, gdy metro ruszyło dalej.Zeskoczyła z podestu na tory i wsłuchiwała, czy nie nadjeżdża następny pociąg.
Słyszała tylko własne bicie serca.
Złapała za kieszenie próbując wymacać kartkę. Wyciągnęła ją swoimi długimi palcami i znowu skoczyła na podest. Na karteczce był narysowany czarny znak w kształcie dużej litery 'V' z haczykami, a w niej znajdowała się litera 'L'. Rivi rozejrzała się po raz kolejny dookoła siebie i podeszła do ściany. Jej kroki wydawały się bardzo głośne w martwej ciszy. Dotknęła ściany dłońmi i jeździła opuszkami palców po zimnej nawierzchni. Narysowała palcem taki sam symbol i odsunęła się do tyłu.
Po chwili, znak na kartce zaczął się wypalać, a potem cała kartka. Pozostał tylko zapach dymu. Rivi machnęła ręką i kaszlnęła dwa razy, kiedy cztery kafle koło ściany zapadły się. Podbiegła do zapadni, a w niej znajdowały się tylko schody prowadzące w ciemność. Dziewczyna stanęła na pierwszym schodku z lekkim wahaniem. Jednak po chwili zdecydowanym krokiem zeszła na dół. Usłyszała jak kafle wracają na swoje miejsce, odbierając jej tym jedyne źródło światła. Złapała się za dwie ściany, dotykając butami schodów. Pisnęła, kiedy nie natrafiła na schodek tylko na jego czubek, przez co jej noga zjechała trochę na dół.
Gdy dotarła na ziemie, odetchnęła z ulgą. Nie trwało to długo, ponieważ zaraz po tym potknęła się o kamień wielkości piąstki. Przeklęła pod nosem. Wyciągnęła ręce i wyczuła następny schodek. Nie widziała nic, ale próbowała otrzepać się z piasku, który miała na spodniach. Podążyła tamtą stroną, wchodząc na górę. Tutaj również była ostrożna. Przeszła przez ostatni schodek i znalazła się na przeciwko wielkich, czarnych drzwi, które były oświetlone przez lampę, wiszącą na samej górze, po lewej stronie. Połknęła gulę i złapała za miedzianą klamkę.
Zobaczyła piękny salon przypominający Barok. Na środku był brązowy, lśniący stolik, a dookoła niego w dużej odległości trzy szerokie sofy. Po prawej stronie umieścili średni komin, na którym położona była rzeźba z marmuru. Na każdej ścianie wisiał obraz w złotym obramowaniu. Wszystko biło czystością i lśniło na kilometry.
Podeszła bliżej obrazu, który ukazywał wieżę Eiffla. Wygląda cudownie pośród zieleni i błękitnego nieba otaczającego ją ze wszystkich stron. Tęskniła za tamtymi czasami. Teraz, po tej wieży zostały tylko wspomnienia i nieliczne części walające się po wszystkich ulicach Paryża.
Zapatrzona dziewczyna nie zwracała na nic uwagi tylko na obraz. Za to z korytarza wyłoniły się dwie dziewczyny, ubrane w te same, białe sukienki, chociaż wcale nie były bliźniaczkami.
- Cześć Bill- powiedziały chórem, kiedy obok nich przeszedł chłopak o niecodziennym wyglądzie.
Na jego powiekach widniał czarny cień, tak jak na paznokciach. Jego uszy, nos i brew były ozdobione kolczykami.
Uśmiechnął się w stronę dziewczyn, odwracając na pięcie i podziwiając ich piękną figurę. Kiedy jednak odwrócił głowę, jego uwagę przykuła sylwetka dziewczyny wpatrującej się w obraz, jakby nigdy takiego nie widziała.
Ona nigdy nie widziała obrazu, a chłopak nigdy nie widział jej.
Włosy miała rozpuszczone, a na sobie miała czarne spodnie i tego samego koloru koszulkę. Jej ramiona były opatulone cienkim, brązowym swetrem.
Chłopak podszedł do niej, stawiając małe kroki.
- Nowa?- spytał, czekając aż dziewczyna się odwróci.
Rivi słysząc za sobą głos, spojrzała na niego świecącymi oczami przez ramię, by po chwili odwrócić się w całości. Chłopak uśmiechnął się w jej stronę.
- Tak- oznajmiła, poprawiając swoją torbę na ramieniu.
- Ugh, serio? Nie wiedziałem, że jeszcze przyjmują- przygryzł końcówkę języka.
- Gdybym mogła to nie byłoby mnie tu- powiedziała.
Chłopak podniósł do góry brew.
- To czemu tutaj jesteś?
- W pewnym sensie zmuszono mnie.
- Och serio? Nie chcę się czepiać, ale tutaj wcale nie jest łatwo- zauważył, lustrując jej sylwetkę, która wcale nie przypominała sylwetki wielkiej wojowniczki. Była szczupłą osobą o długich i zgrabnych nogach i właśnie dlatego tutaj nie pasowała.
- Och...Jesteś rasistą, prawda?
- Nie. Po prostu uważam, że dziewczyny są za słabe. A patrząc na ciebie... to najsłabsze w hierarchii słabości.
- Egoista- prychnęła Rivi, odwracając się do niego plecami.
- Ups, znowu nie zgadłaś- uśmiechnął się zawadiacko, krzyżując ręce.
- To nie pytanie. To stwierdzenie.
- Auć- zaśmiał się Czarnowłosy- Nie najeżdżaj na moje ego tak szybko. Zdążysz to jeszcze zrobić tysiąc razy, więc poczekaj z tym zanim się przyzwyczaję.
Rivi wywróciła oczami i znów stanęła twarzą w twarz z chamskim chłopakiem. Uczeń znów zlustrował ją wzrokiem od góry do dołu, jakby miał skan w oczach, by pokazać, że jest nią zainteresowany i speszyć tym dziewczynę. Ale ona nie pokazywała żadnych emocji oprócz zirytowania.
- Mam do ciebie mówić 'Proszę Pani' czy jednak powiesz mi swoje imię?
- Postaram się być dla ciebie miła- uprzedziła go- Rivi.
- Hmm... Słyszałem już gdzieś to imię.
- A z kim ja mam przyjemność?- zaznaczyła ostanie słowo, by pokazać jak najlepiej sarkastyczny ton.
- Bill. I lepiej żebyś je zapamiętała- mrugnął do niej, by po chwili uśmiechnąć się przez swoją uwagę.
Rivi zmarszczyła brwi, trochę się przy tym rumieniąc. Zlustrowała go wzrokiem tak, jak to zrobił parę minut temu Ciemnowłosy. Stali w ciszy, kiedy ktoś ją przerwał.
- Bill, może zająłbyś się czymś innym niż podrywaniem nowych uczniów?
Starszy mężczyzna spojrzał na chłopaka z podniesioną jedną brwią. Jego włosy były białe tak samo jak broda. Zmarszczki ozdabiały mu czoło i policzki, ale zdawał się tego nie zauważać. Ubrany był w granatowy strój oficera, na którym widniały liczne odznaki. Dziewczynie zaczęły się pocić ręce ze stresu.
Chłopak spojrzał na mężczyznę i wywrócił oczami, oblizując wargę.
- Oczywiście, proszę Pana.- Lekko się skłonił, by pokazać swoją ironiczną postawę i udał się korytarzem, ostatni raz spoglądając na Rivi.
- Antypatyczny chłopak- stwierdził Niebieskooki.
- Z tym się zgodzę.
- Rivala Dalili, prawda?- Podał jej rękę, którą dziewczyna uścisnęła- Parawar Ruben Collins. Dyrektor akademii.
- Miło mi pana poznać.
- Nie wątpię- uśmiechnął się.
Parawar odwrócił się na pięcie, a Rivi dołączyła do jego kroku.
- Avaleira jest dość specyficzną uczelnią...i jedyną. Nie będziesz się tu uczyć biologii czy matematyki, chociaż bardzo bym chciał, żeby jednak tego dotyczyła.- Spojrzał na swoje idealnie wypastowane buty.- Pomimo tego, że tam na górze, dzieje się źle tutaj tętni życiem. Sama się przekonasz w swoim czasie. Jak już zapewne zauważyłaś, akademia jest wielka i łatwo się tu zgubić. Pokoi uczniów i przeróżnych pomieszczeń jest aż trzysta sześćdziesiąt dwa.
- Trzysta sześćdziesiąt dwa?
- W tym jeden twój. Ale zanim zaprowadzę cię do pokoju, chciałbym cię zaznajomić z tym miejscem.
Rivi znowu poprawiła swoją torbę. Wolałaby najpierw odwiedzić pokój, by zostawić swoje rzeczy, a dopiero potem wybrać się na zwiedzanie, ale nie odezwała się, bo nie chciała robić większego kłopotu.
Skręcili w prawo. Na wypastowanej, lśniącej, obłożonej brązowymi panelami podłodze, rozciągał się długi, prostokątny dywan rodem przypominający epokę baroku. Ściany również były tego samego koloru co podłoga, a na niej wisiały przeróżne obrazy. Było ich strasznie dużo. Każde obramowane w złoto i przedstawiały wszystko i nic.
- Wszystkie obrazy są autentyczne. Mamy tylko te, które udało się uratować przed zniszczeniem ich przez Vegner- powiedział Starzec, gdy zobaczył zaciekawienie dziewczyny. Podszedł bliżej i dopowiedział- Mona Lisa jest na drugim piętrze- puścił jej oczko, przez co Rivi uśmiechnęła się.- Żaden temat nie jest u nas tematem tabu. Możesz tutaj rozmawiać o wszystkim. Jeśli chodzi o Vegner, to jestem pewien, że nasi uczniowie sprzedadzą Ci najlepsze wieści.- Jego siwa brew podniosła się do góry.
- Nie wątpię - zażartowała, mówiąc te sama słowa co Dyrektor dziesięć minut temu.